Życie...
Jak ono potrafi nas zaskoczyć... Najdziwniejsze jest to, że nie dzieje się to ot tak, nagle, tylko powoli, malutkimi kroczkami zmienia to, co znamy.
Zawsze byłam melancholijna... Zawsze lubiłam wspomnienia, marzenia... Czasem gubiłam się w tym, co jest moją wyobraźnią a tym, co dzieje się naprawdę, ale teraz... Teraz jest jakoś inaczej. Nia tracę czasu na to, by roztrząsać co jest "naprawdę", a co tylko mi się wydaje. Teraz po prostu żyję. Nadal wspominam, marzę, ale w całkiem inny sposób, bo nie ma to prowadzić do żadnych zmian, tylko do rozkoszowania się tym, co mam. A mam bardzo dużo - właściwie wszystko, czego mi potrzeba do szczęścia - ciepłe, kochające ramiona, w których chowam się, kiedy jest źle i piękne, mądre oczy, które każdego dnia starają się mnie zrozumieć, choć to nie jest łatwe. Mam Kogoś, z kim dzielę wszystko - radość, smutek, znudzenie, chwilowe załamania, niewielkie codzienne radości... Mam Kogoś, z kim chcę dzielić życie, Kogoś Kogo Kocham i kto kocha mnie.
A marzenia? Nadal są. Wspomnienia? Nadal nie potrafię i nie chcę się od nich uwolnić. Tyle tylko, że teraz już nie skupiam się na tym, czego mi brakuje, co straciłam... Teraz liczy się tylko to, co mam i co czuję w danym momencie. Bo wszystkie uczucia są prawdziwe, nawet te, które dotyczą rzeczy, których nie ma "naprawdę".
Taaaaak, teraz po prostu żyję :)